znaczenie

Kubuś Puchatek jest jednak poza czasem i miejscem, może się dziać gdziekolwiek, zatem można powiedzieć, że Irena Tuwim miała łatwiej. Alicja jest mocno osadzona w klimacie Anglii i tego, co działo się tam w czasach, gdy żył Dodgson. Trudno byłoby ot tak sobie wrzucić Cieszyn i nie zostać zlinczowanym. Ale szczere kocisko całkiem fajne. W Alicji jest jeszcze (nie) jeden problem – nagminne mylenie krykieta z krokietem. A grają tam oczywiście w krokieta, choć wiele tłumaczeń twierdzi co innego. W ogóle tłumaczenie Marianowicza wśród entuzjastów uważane jest za najgorsze, bo najbardziej spłycające wszelkie zabawy językowe, zatem najbardziej ‘dziecinne’, choć właśnie najbliższe temu, co robiła IT, spolszczone.czytamy: „Słowa nie są tylko wydmuchiwaniem powietrza. Słowa mają coś przekazać. Ale jeśli to, co mają powiedzieć, nie jest ustalone, czy rzeczywiście coś przekazują? Czy też nie przekazują niczego? Ludzie uważają, że słowa różnią się od szczebiotu ptaków, ale czy tak jest?” Według jednej z interpretacji tego fragmentu, słowa niosą znaczenie, chociaż same z siebie i same w sobie nic nie znaczą. Znaczenie to nie jest stałe. Znaczenie każdego słowa jest zależne od kontekstu i samo wywiera wpływ na kontekst zdania, ustępu czy tematu. Mówiąc inaczej, słowa nie znaczą nic poza kontekstem, a zyskują znaczenie odpowiednie do ich użycia w danej sytuacji. Zhuangzi porównywał język z siecią na ryby, która jest przydatna tylko do złowienia ryby, potem zaś niepotrzebna do czasu łowienia następnej ryby, czy też poszukiwania nowego znaczenia. Filozof odróżnia trzy specyficzne rodzaje języka: „słowa przypisywane”, „słowa powtarzane”, „słowa puchary”. Pierwsze to słowa przypisywane wielkim postaciom historycznym czy legendarnym, co zwiększa ich oddziaływanie. Drugie to słowa zdobywające wiarygodność dzięki ich powszechnej znajomości, ponieważ często mylimy to, co tylko znajome, z tym, co oczywiste. Trzeci rodzaj to słowa, których znaczenie się zmienia, opisane przez Zhuangzi jako „słowa będące nie-słowami”. Ten rodzaj języka nieustannie się odświeża i dzięki temu lepiej komunikuje znaczenie. Napełnia i opróżnia się jak puchar, przez co dokładniej ukazuje różnice niezbędne dla zrozumienia. Ja, nie majac innych zrodel rozpraszajacych dzisiejsze dzieciaki, wlasciwie przez cala szkole bylem pod silnym wplywem Ojca, ktory, choc majac wyksztalcenie przyrodnicze (byl profesorem fizyki), byl bardzo oczytany i mial duzy wpływ na to co czytalem. Verne, W. Uminski, E. Majewski, J.O. Curwood, Grey Owl, Lilavati, Sladami Pitagorasa, Lesmian, Mity Greckie, pozniej Slowacki, Zeromski, Romain Rolland, Stendhal itd wszystko to mialem zaliczone z polecenia, i czasami wspolnego czytania, ojca. Z polecenia kolegow i na wlasna reke, z tego co pamietam, przeczytalem chyba tylko komplet Tarzana E. R. Borroughsa i jakiegos Louis L’Amoura i Zane Greya – to co sie uchowalo z przedwojennych wydan. Poza tym z kolegami (8 klasa) poszedl tez caly Dumas – nie tylko trylogia trzech muszkieterow, ale Pamietniki Lekarza (w calosci) itd.
Nasze pachole wyrwalo sie spod naszych opiekunczych skrzydelek znacznie wczesniej. Jak pisze facet z Bydgoszczy, nastaly czasy smokow, czarownikow, potworow i innych dziwadel. (Wampiry jeszcze wtedy nie weszly w mode).
Ale przy tej okazji wciagnal sie w gre Dungeons and Dragons, ktora okazala sie nieslychanie fajna. Gra (dla niewtajemniczonych) jest planszowa, losowa (rzuca sie najprzedziwniejszego ksztaltu kostkami) ale glownie polega na wcieleniu sie w swoja postac, ktora ma za zadanie, osiagnac jakis status poprzez nieustanne zdobywanie stopni wtajemniczenia, osiagnac jakis cel, a nie wyeliminowac wspolgraczy. Innymi slowy odgrywa sie jakas role. Gra, przynajmniej w erze przedinternetowej polagala wylacznie na wyobrazni, tworczych zdolnosciach i pomyslowosci graczy. Gra, nie tylko moze, ale ma sie ciagnac miesiacami. Celem jest granie, a nie wygranie.
Natomiast z wnuczka czytalismy troche R. Dahla, i to w ramach nauki jezyka, w oryginale.
PS Ponownie, z doroslym juz synalkiem, przeczytalem Sapkowskiego