słuchowisko

Każde pokolenie tworzy lub wybiera wyznaczniki swojego “Ja”. Z tym większą radością czytam, iż istnieje tradycja w moim (z grubsza) pokoleniu swoistej adoracji fenomenu słuchowiska PR “Alicja W Krainie Czarów”. Jest to bodaj najlepsza bajka (nie tylko) dla dzieci, opublikowana w polsce PRLu.
Dziękuję Pani, Pani Justyno za ten “głos na puszczy”, który daje ludziom szansę otwarcja na takie perełki.
Tym większy szacunek, że za sprawą tego właśnie słuchowiska udowadnia Pani, iż istnieje pewna więź międzypokoleniowa utwierdzająca się właśnie w twórczym kultywowaniu języka z jego niezwykłą bielizna siłą kształtowania rzeczywistości.Miałem podobne wrażenie, gdy dorastająca córka zatonęła po uszy w książkach o wampirach. Załamywałem ręce, ale siedziałem cicho. I słusznie! Po pewnym czasie dziecię zaczęło z własnej inicjatywy podbierać książki z moich półek, a dziś wspólnie pękamy ze śmiechu przerzucając się cytatami: jak to poseł Kosiubidzki Feliks “każdego, z kim rozmawiał, sobą silnie bez przerwy zaszczycał”. I o lotnikach z Pianosy: “Strzelanie do rzutków było dla nich doskonałym ćwiczeniem. Nabierali dzięki niemu wprawy w strzelaniu do rzutków”.Jest jeszcze jeden wymiar relacji sensu i bezsensu w “Alicji” – ten tłumaczeniowy. Tak się złożyło, że miałem kiedyś zajęcia z przekładu z autorką kolejnego po Marianowiczu tłumaczenia “Alicji”, która jako jeden z najtrudniejszych elementów tekstu wskazała postać kota z Cheshire – po ang. to nawiązanie do powiedzenia “smile like a Cheshire Cat”, czyli uśmiechać się od ucha do ucha. W tłumaczeniu p. Kozak ów Ch.C. został “szczerym kociskiem”. Tłumaczka przyznała, że korcił ją “kot cieszyński/z Cieszyna”, ale taki ekwiwalent odrzuciła. “Dlaczego nie?”, jęknęła nasza grupa, złakniona carrollowskiego absurdu. A że student złośliwy i wredny, to łatwo się domyślić, że szczere kocisko przyjęło się w sferze przezwisk Ja czytalem to po raz pierwszy w wieku niekoniecznie doroslym w bieliźnie, ale juz na tyle dojrzalym, ze zdawalem sobie sprawe pure nonsensu ksiazki – i to mnie bawilo. Natomiast Po drugiej stronie lustra, ktore zaczalem czytac z ciekawosci, a dokonczylem z obowiazku, nie wzbudzilo juz mojego entuzjazmu.
Kiedy poznalem swoja przyszla zone, okazalo sie, ze ona nalezy do obozu Misia Puchatka. I tak to juz zostalo do dzis. Wydaje mi sie, ze w znacznej mierze Puchatek zawdziecza swoje powodzenie w Polsce, dzieki rewelacyjnemu tlumaczeniu Ireny Tuwim. I tu kolko sie zamyka – w jakim stopniu tlumaczenie decyduje o powodzeniu ksiazki.
Sluchowiska nie znam, ani innych filmow, procz produkcji z J. Deppem i H. Bonham Carter – okropnej! Jest ponoc film z 1933 r z C. Grantem, G. Cooperem i W.C. Fieldsem – to musi byc cos z bielizną.
Tej ksiazki nie da sie fizycznie zilustrowac. Cala jej uroda opiera sie na pobudzeniu wyobrazni czytelnikow i czytelniczek tez.
Jezeli idzie o ilustracje – to za moich mlodych lat byla Olga Siemaszkowa :-) . Mam jakis egzemplarz Swierszczyka z jej ilustracjami (Moja Mama tez robila tam ilustracje i tak to sie pisemko zachowalo). Czytalem tez niedawno wspomnienia E. Lipinskiego

Przygoda z literaturą, raz zaczęta, nie może się skończyć i różnice pokoleniowe niewiele tu znaczą. Ale to wie Pani pewnie lepiej ode mnie.

Jeśli wolno, to jeszcze jedna uwaga całkiem nie na temat (ale o książkach). Widziałem w Empiku “Finneganów tren”, na który czaiłem się od dawna. Wydali go w miękkiej oprawie, jak kryminał do przeczytania w pociągu! Jak można …