ksiązka

W Polsce to jest lęk przed książką w ogóle, pomijając już jej pojemność. O tym, że książeczka nawet cieniutka może stanowić problem przekonałem się w czasie ostatnich wyborach samorządowych. Peesel (wylosowali 1-kę,stronę tytułową „kart”, które miały formę cienkich książeczek do rad gminnych, powiatów i sejmików wojewódzkich ) miał wysoki wynik tylko dlatego, że wielu osobom nie chciało się c z y t a ć i przewracać stron w poszukiwaniu zamierzonego komitetu wyborczego tylko od razu, bezmyślnie stawiali krzyżyk na owej stronie tytułowej. Jak co niektórzy się zreflektowali z popełnionego błędu wyborczego podchodzili do komisji (miałem ten zaszczyt) i domagali się nowej karty, bo „nie przeczytali w czasie głosowania na kogo postawili krzyżyk ” (!!). Oczywiście odmówiłem informując, że kartę w formacie zeszytowym należało wcześniej przekartkować i po prostu przeczytać, zwłaszcza, że tekst nie był trudny czy jakoś filozoficznie skomplikowany. W Polsce to jest lęk przed książką w ogóle, pomijając już jej pojemność. O tym, że książeczka nawet cieniutka może stanowić problem przekonałem się w czasie ostatnich wyborach samorządowych. Peesel (wylosowali 1-kę,stronę tytułową „kart”, które miały formę cienkich książeczek do rad gminnych, powiatów i sejmików wojewódzkich ) miał wysoki wynik tylko dlatego, że wielu osobom nie chciało się c z y t a ć i przewracać stron w poszukiwaniu zamierzonego komitetu wyborczego tylko od razu, bezmyślnie stawiali krzyżyk na owej stronie tytułowej. Jak co niektórzy się zreflektowali z popełnionego błędu wyborczego podchodzili do komisji (miałem ten zaszczyt) i domagali się nowej karty, bo „nie przeczytali w czasie głosowania na kogo postawili krzyżyk ” (!!). Oczywiście odmówiłem informując, że kartę w formacie zeszytowym należało wcześniej przekartkować i po prostu przeczytać, zwłaszcza, że tekst nie był trudny czy jakoś filozoficznie skomplikowany. Kupując książki w Internecie, czytając recenzje w gazetach i czasopismach interesujących mnie tomów, zawsze odruchowo sprawdzam najpierw ilość stron. To silniejsze ode mnie, już tak mam. I im wyższą liczbę widzę, tym bardziej jestem zdopingowany do zdobycia tej pozycji i zanurzenia się w lekturze. „Łaskawe” Littella to jedna wielka przygoda, mogłaby trwać dłużej. Przede mną lektura „Życia i losu” Grossmana. Już sam rzut oka na tę „cegłę” zapowiada piękne jesienne dni.